George Classen

Kiedy moja córka Josefine była jeszcze maleńka, codziennie nosiłem ją w chuście na spacery. To był nasz prywatny czas. W czasie tych spacerów przechodziłem obok małego lokalu, w którym swoje atelier miał George Classen. Jego prace w oknie wystawowym przykuwały moja uwagę, więc spędzałem tam sporo czasu. Któregoś dnia George stał przed atelier i zaczęliśmy rozmawiać. O jego pracy, o sztuce, o wszystkim i o niczym. Na zakończenie rozmowy George podarował Josefine rysunek – kolorowy szkic konika morskiego. Co jakiś czas udawało nam się chwile pogawędzić, ale po jakimś czasie Josefine była już za duża na noszenie w chuście, a George przeniósł swoje atelier i straciliśmy kontakt. Kilka lat później spotkałem George´a ponownie u mojego teścia. Obaj panowie rozpoczęli współpracę, która trwa do tej pory, a George i jego ona żona Eva stali się serdecznymi przyjaciółmi rodziny.

 

Długo nosiłem się z zamiarem sportretowania George´a, okazja nadarzyła się we wrześniu 2014 roku. George wystawiał szeroki wybór swoich prac w Salzburskim GussWerk, a ja w trakcie wernisażu stemplowałem jego portret. W doborze pieczątek skoncentrowałem się na inspiracjach, które były natchnieniem dla prac Classena. Obok portretu Giuseppe Verdiego i symboliki z Berlina i Toronto, znajdują się tam również wybrane tytuły oper Verdiego, które George przedstawił w swoim cyklu "Hommage to Verdi".

 

Na swoje czwarte urodziny Josefine dostała od George' a obraz , który został namalowany cztery lata wcześniej. Obraz przedstawia cztery koniki morskie.

Szkic do tego obrazu nadal zdobi ścianę w pokoju Josefine. A ja nadal nie wierzę w przypadki.